Zasiadka na Wygoninie 0
Zasiadka na Wygoninie

 Długi sierpniowy weekend postanowiłem spędzić z rodziną nad jeziorem Wygonin. Pokonaliśmy ponad 500 kilometrów i w piątek zameldowaliśmy się w Przystani. Miejscówka oczarowała nas rozmachem, z jakim właściciele wykończyli nowy hotel. Żona z dziećmi zameldowali się w swoim pokoju, a ja udałem się łodzią z pracownikiem łowiska na stanowisko numer 3. Piątkowe popołudnie spędziłem na przygotowywaniu stanowiska, sondowaniu dna i typowaniu miejsc, gdzie mogą żerować karpie. Wieczorem północną Polskę nawiedziła straszna burza połączona z huraganowym wiatrem. Nigdy jeszcze czegoś takiego na rybach nie przeżyłem, a już nie jedną burzę przetrwałem. Ryzyko było realne i o włos uniknąłem tragedii. Drzewo spadło dwa metry od mojego namiotu. Pierwszy raz zalało mnie w środku. Woda dosłownie przelewała się przez zamki drzwi. Około pierwszej w nocy nawałnica ustała. Sprawdziłem, czy kije stoją na swoim miejscu i poszedłem spać.

O 9 rano obudził mnie dźwięk sygnalizatora i na macie zameldował się ładny golec. Ryba wróciła do wody a ja przewiozłem wszystkie zestawy. Dwa z nich kładłem blisko brzegu, na głębokości od 1,5 do 4 metrów. Stoki jeziora na moim stanowisku szybko opadają ku środkowi aż do 25 metrów w najgłębszym miejscu, więc jeżeli chcemy łowić na płyciznach, musimy lokować nasze zestawy dosłownie 2 metry od trzcin, przy samym brzegu. Smaki, na które stawiałem, to Monster Crab, Garlic, Squid – Orange mojej własnej produkcji RK Baits. Dzień minął spokojnie, spędzony z rodziną i przy zerowej aktywności ryb. Rozmowa z sąsiadami nie napawała optymizmem. Od dwóch dni nic na wodzie się nie działo. Postanowiłem zmienić taktykę. Skoro ryby nie żerują, nie ma sensu ładować kolejnych kilogramów zanęty do wody. Zrezygnowałem z sypania ziaren, a na wywózkę używałem dosłownie 10 kulek. To była dobra decyzja.
W sobotę wieczorem okazuje się, że padła moja centralka Videotronica, więc noc planuję spędzić pod gwiazdami. Bez mojego „zimowego”, wodoodpornego śpiwora, bez parasola, ale jakoś przetrwałem śpiąc przy kijach. Mam ze sobą minimum sprzętu. Trudno było zapakować 4-osobową rodzinę i karpiarza na cztery dni do małego hatchbacka, więc zrezygnowałem z wielu wygód, aby jakoś nas pomieścić.

Rano mam kolejne branie, ale po kilku-minutowym holu tracę rybę. Trzymam się mojej taktyki zmieniając tylko jeden kij, i przestawiając go na głębokość od 8 do 10 metrów. Niestety głębsza woda nie przynosi ryb.

Niedziela znowu mija leniwie, z rodziną i bez brań. W nocy wyrywa mnie dźwięk sygnalizatora i po krótkim holu ląduje 11,5kg golca na macie. Ryba znowu wzięła z wypłycenia. O 4 nad ranem słyszę atomowy odjazd, zacinam i rozpoczynam emocjonujący hol. Tym razem pełnołuski 11,6kg wylądował w podbieraku. Ostatni dzień i noc mija bez brań i we wtorek wracam łodzią z powrotem pod Przystań. Pakujemy się, zahaczamy jeszcze o nasze polskie morze i ruszamy przez cały kraj do domu. Jeszcze tam wrócimy... Wygonin i Przystań to magiczne miejsce. Jezioro jest bardziej dzikie, niż niejedna woda PZW. Stanowiska o rozmiarach, jakich większość łowisk może pozazdrościć. Urozmaicone dno, piaszczyste płycizny, zarośnięte blaty, muliste dołki, to wszystko daje nam masę możliwości i pole do kombinowania, kiedy ryby nie chcą współpracować. Polecam odwiedzić tą wodę z rodziną, na pewno nie będziecie tam się nudzić.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
;
Sklep internetowy Shoper.pl